REKOLEKCJE ADWENTOWE więcej

 

Rodzina receptą na kryzys! - czytaj

 


 

 

Wyszukiwanie

Licznik

Liczba wyświetleń strony:
6583

Statystyki

Babcia człapie do Jakuba

 

Od jakiegoś czasu, (nawet wiem, od kiedy...) Poszukuję swego miejsca w czasoprzestrzeni. To nie, dlatego, że może żałuję wyborów..., Lub, że coś się nie układa z najbliższymi, nie! To jakaś tęsknota gna mnie w świat, w świat, w którym sacrum skryte jest w drodze, w przyrodzie, w zabytkach mijanych po drodze, legendach nagromadzonych wokół różnych cudowności: - obrazów, zdarzeń, przemian.... Przede wszystkim jednak znajduję je w ludziach, takich zwyczajnych, z kłopotami, tęsknotami, żalami.... W ludziach, którzy podobnie jak ja wędrują, obierając za cel sanktuarium, w którym spotkają Boga – TEGO JEDYNEGO, NIEPOWTARZALNEGO i jakby INNEGO niż w parafii! I wbrew pozorom, mają wiele racji. Wychodząc z domu mają czas tylko dla Niego. Otwierając się na Niego, pozwalają by przemieniał serce, leczył zadawnione rany, pozwalał dostrzec piękno stworzone dla człowieka. Czujesz wtedy wielką wdzięczność. „za wszystko co jest wyrazem Jego bliskości, zauważania każdego gestu Jego miłości, troski, pamięci o nas...” napisał mi kiedyś Ks. Paweł

Zatroskana o sprawy egzystencjalne rodziny, często niczego nie zauważam i modlitwa staje się jakaś pusta, odklepana, nieczuła.... Trzeba koniecznie wyjść... Aby z dystansu czasu i przestrzeni jeszcze raz przemodlić te wszystkie prace powtarzane każdego dnia, mijające życie, żale i pociechy, troski i radości.... I uświadamiam sobie, że to, co wydawało się najważniejsze, wcale takie nie jest. Najważniejsza jest tylko rozmowa z Nim, a właściwie JEGO OBECNOŚC!

Tej wyprawy nie planowałam wcześniej. Marzyłam raczej o podróży do Ziemi Świętej ..... Najdziwniejsze jest to, że żart zamienił się w rzeczywistość.

Gdy przed pielgrzymką do Łagiewnik - Sanktuarium Bożego Miłosierdzia – zapragnęłam noc poprzedzającą wymarsz spędzić na czuwaniu jasnogórskim, musiałam gdzieś złożyć bagaże, spędzić resztę nocy i poranek. Z wielkim plecakiem wchodzimy (z Sabiną) do Marianistów SM, od drzwi wołam: „Ojcze Emilio, słyszałam, że idziecie do Compostelli?! – Spakowałam swój plecak i idę z Wami! Na co O. Emilio odparł: „jestem pewny, że będzie Pani w Compostelli, a nawet we Władywostoku.

A jak żart zamienił się w rzeczywistość?- Po prostu; Bóg tak chciał! Plany, jakie snułam: wyjazd do Medziugorie, pielgrzymka do Częstochowy itp. Jakoś wciąż ulegały przesunięciu a nawet wręcz niweczone.... Nagle, Sabinka pół żartem, pół serio mówi: „czytałam, że z Łodzi jest pielgrzymka do Compostelli.” Zastrzygłam uszami – oj chciałoby się „Robaczkowi” popełznąć, do Jakubka!

To był początek lipca. Telefon pod wskazany w gazecie numer. Krótka rozmowa, która była mało skutecznym zniechęcaniem mnie do pielgrzymki i decyzja wstępna; idę! Mam dzwonić po 15 sierpnia. Idę do Wilna – mam 10 dni drogi na rozważenie słuszności decyzji. Na początku sierpnia wyjeżdżam na rekolekcje montfortańskie do Saint-Loren-Sur-Sewr. Modląc się przy grobie św. Ludwika Grignion de Montfort, proszę Go o łaskę pielgrzymowania. „Ty, który przebyłeś tyle tysięcy kilometrów, wyproś mi u Pana ten kawałek drogi.” I wyprosił, pomagał Mu na pewno polski piechur, św. Andrzej Bobola. Tak wspierana przez międzynarodowych świętych (włączyłam także innych) usiłuję dodzwonić się do ks. Marka.

Po 4 telefony dziennie od 16 sierpnia do pierwszych dni września – bez echa! Poważna próba cierpliwości. „ Proszę Cię św. Andrzeju, zrób coś!” Pomógł, jak zawsze!

Spotkania organizacyjne i wciąż dręczące wątpliwości; iść? – Czy nie? Z moją chorobą to raczej nieroztropne – jak powiedziałby nasz proboszcz. Kładę palec do Biblii, otwieram i czytam „idź”

8 października 2004 rok

Radosny dzień, podnieceni wsiadamy do busika i.... „Kości zostały rzucone”, a właściwie wiezione w kierunku Saint-Jean-Pied-de-Port. Ks. Marek, Tadeusz, Mikołaj, Ania, Katarzyna, Gosia, Beata i ja. We Francji ma dołączyć Małgosia. Zróżnicowani wiekiem, zainteresowaniami, zawodami i statusem społecznym, mamy przez ponad 30 dni stanowić rodzinę, dzieląc dole i niedole, radości i smutki, wielkie i małe problemy. Zupełnie jak w rodzinie i to wielopokoleniowej.

Pierwszy nocleg w Lubaniu Śląskim u sióstr - Elżbietanek. Bardzo krótka noc. Pobudka o czwartej z minutami. Msza święta. I w drogę. Połykamy kilometry. Po drodze zostają: Drezno, Hof, Nurbberg, Karlsruhe,. W okolicy Freiburga przekraczamy granicę francuską i przez Colman, Belfort dojeżdżamy do Besancon.. Tu nocleg w hotelu „Formuła I” przy centrum handlowym - wygodny tapczan, ciepła woda, prysznic.

Niedziela 10 października.

Przed nami 1836 km do Saint-Jean-Pied-de-Port. Tu rozpoczyna się szlak francuski (caminofrances) jeden z najstarszych szlaków pielgrzymkowych europy, którym mamy wędrować do Santiago.

Do Saint-Jean-Pied-de-Port dotarliśmy po południu. Gdy udało się nam odnaleźć biuro Towarzystwa Przyjaciół Drogi św. Jakuba – zapadł zmrok. Msza św. w kościele św. Eulali ( Iglesia de Santa Eulalia z XIII wieku) zakończyła niedzielę i udaliśmy się do Albergue (schroniska) na nocleg. Schronisko dość prymitywne, kuchnia, prysznic, skrzypiące schody, piętrowe łóżka i gospodarz który ciągle przypomina wszystkim zasady korzystania z Albergue za 12 euro – ze śniadaniem ( tzn. bułkę, masło, drzem, miód i kawę lub kakao).

Około 22,oo dotarła do nas Małgosia, jest nas 9 osób.

 „ Do Ciebie wołam, Panie,
pośpiesz mi z pomocą,
usłysz mój glos,
gdy wołam do Ciebie.

Niech moja modlitwa
wznosi się przed Tobą jak kadzidło,
a podniesione me ręce
jak ofiara wieczorna.

Postaw, Panie straż przy moich ustach
i wartę przy bramie warg moich.

Nie skłaniaj mego serca do złego słowa
do popełniania niegodziwych czynów

(......)

Do Ciebie, bowiem, Panie, zwracam moje oczy,
do Ciebie się uciekam, nie gub mojej duszy.

Strzeż mnie od sidła, które zastawili na mnie,

I od pułapek złoczyńców.” (......) Ps.141

 

11 października ( poniedziałek)

Godzina 6.oo Rozpoczyna się kolejny dzień. Rozpoczyna się nasza pielgrzymka. Przed wyruszeniem na trasę, wizyta w biurze Les Amies du Chemin de Saint-Jacques Pyrenees-Atlantiques przy rue de la Citadelle 39, gdzie zgłaszamy swoją chęć pielgrzymowania, motywowani religijnie, do grobu św. Jakuba. Tu zaopatrzyliśmy się w paszporty pielgrzyma – Carnet de Pelerin de Saint-Jaques - „Credencial del Peregrino”) będące nawiązaniem do średniowiecznych glejtów biskupich, które potwierdzały religijny cel wędrówki. Zabieramy też z sobą muszlę – symbol camino. I w drogę.

Po chłodnym poranku, słońce przygrzewa coraz bardziej. Zdejmujemy polary i inne „ocieplacze”, chronimy głowy czapkami i kapeluszami. Wyczerpanie podróżą daje znać o sobie ...... Po odpoczynku ruszamy dalej. Około 23 km dzieli nas od schroniska ( zwanego albergue, refugio lub hospital) w Roncesvalles. Szlak wiedzie przez grzbiet Pirenejów, podejście - częściowo wyasfaltowane – na szczyt Pto Ibaneta 1057mnp. Część trasy biegnie przez górskie hale, nad którymi widać krążące sępy. Zejście do Roscenvalles jest dość strome i prowadzi bukowym lasem, który przybiera już barwy jesieni. Pokropieni drobnym deszczem, dochodzimy do zespołu klasztornego Ojców Augustianów i hospicjum dla pielgrzymów.

Zespół klasztorny powstał w początkach XII wieku, został przebudowany w XVI wieku. Wczesno gotycki kościół powstał w latach 1194 - 1215, czczona była tu XIII wieczna figura Matki Bożej Bolesnej (Virgen de los Dolores). W okolicach Roncesvalles, w 778 roku zginął rycerz Karola Wielkiego – Rolland i 40000 żołnierzy, to wydarzenie upamiętnia krzyż.

Po zakwaterowaniu i posiłku przygotowanym przez Mikołaja idziemy na mszę św. ( ks Marek w koncelebrze) połączoną z modlitwą brewiarzową i uroczystym błogosławieństwem pielgrzymów (Benediction del Peregrino). Po Polsku brzmi ono:

O Boże, który wezwałeś swego sługę Abrahama z Ur Chaldejskiego, strzegąc go we wszystkich jego wędrówkach, i który byłeś przewodnikiem ludu Izraela na pustyni; prosimy Cię, abyś zechciał wejrzeć na te swoje sługi, które dla miłości Twego imienia pielgrzymują do Compostelli. Bądź im towarzyszem w drodze, przewodnikiem na rozstajach, ulgą w zmęczeniu, cieniem w upale, światłem w ciemnościach, pocieszeniem w troskach i siłą w ich postanowieniach, aby pod Twoją opieką dotarli bezpiecznie do kresu swej drogi oraz wzbogaceni łaską i cnotami wrócili radośnie do swoich domów.

Schronisko bardzo wygodne, jest kuchnia, prysznice, pralka. Opłata 5 euro.

(...) Usłysz, Panie, modlitwę moją,

w swojej wierności przyjm moje błaganie,

wysłuchaj mnie w swej sprawiedliwości. (..) ( Ps 143)

 

12 października ( wtorek)

W przytulnym schronisku zjadamy śniadanie,

Do drogi zagrzewa nas wspólna modlitwa poranna i odczytany pierwszy fragment listu św. Jakuba ( wprawdzie nie tego, do którego idziemy, – ale apostoła!). Gdy wyruszamy jest jeszcze mrok, przydają się, więc latarki. Po kilku kilometrach zaczyna kropić deszcz. Idziemy przez podgórskie miejscowości: Burguete, Erro, Espinal, Viscarret, Linzoain, Alto de Erro, Zubiri, położone na wysokości 950-801mnp, ( Roscenvalles – Alto de Erro) i dalej doliną rzeki, Arga do Larrasoana.

W Burgette mijamy kościół św. Mikołaja - Iglesia de San Nicolas oraz most rzymski - Puenta Romanico na rzece Urrobi. Przechodzimy przez miasteczko Espinal, założone w 1269 r przez króla Tebalda II. W Zubiri podziwiamy most gotycki na rzece Arga oraz kościół parafialny św. Stefana- San Esteban.

Pojawiają się pierwsze odciski – niestety! Jeszcze tylko ok. 5 km i Larrasoana. Nieduże, przytulne albergue. Jest kuchnia, ciepłą wodą w prysznicach łazienka, to wystarczy dla pielgrzyma po około 27 km drogi.

Dziurawimy swoje bąbelki i obmyci z kurzu gromadzimy się na mszy świętej odprawianej na dziedzińcu schroniska. Uczestniczą w niej także Szwajcarzy, Brazylijczyk Klawerson, Włoch Fausto i opiekun schroniska – Hiszpan.

Wielkim błogosławieństwem jest dla pielgrzyma wspólnota stołu Eucharystycznego.

Wezmę was spośród ludów,

zgromadzę was ze wszystkich krajów

i przywiodę z powrotem do waszej ziemi.

Pokropię was czystą wodą,

I staniecie się czyści.

Obmyję was z wszelkiej nieczystości

i z waszego bałwochwalstwa.

Dam wam serce nowe

i nowego ducha tchnę w wasze wnętrze......

Wyjmę z was serce kamienne

i dam wam serce z ciała.

Tchnę w was mojego Ducha,

i sprawię, że będziecie żyć według mych nakazów.

Że będziecie przestrzegać przykazań i postępować zgodnie z nimi.

Wtedy zamieszkam w kraju, który dałem waszym przodkom.

I będziecie moim ludem

Ja zaś będę Bogiem waszym

 ( Pieśń Ez. 36, 24-28)

Na tę pielgrzymkę zabrałam obrazki Matki Bożej Bolesnej oraz kilka koronek do Siedmiu Boleści MBB, do których tekst hiszpański napisał Ojciec Emilio SM.

Pierwszą koronkę daję Hiszpanowi, posługującemu w tym schronisku. Ucieszył się i podarował nam „gorące kubki” pomidorowej.

Kto ma siłę, idzie zwiedzać Larrasoanę? Jest tu kościół św. Mikołaja - Iglesia de San Nicolas oraz romański most zbójców - Puente de los, Bandidos na rzece Arga. Przez ten most wchodziliśmy z szlaku a spotkaliśmy nie bandytów, lecz chłopców usiłujących nas skłonić do wrzucenie drobniaków do czapki, zadowolili się jednak polską czekoladą.

Dziś jedno ze świąt państwowych w Hiszpanii. 12 Października - Rocznica Odkrycia Ameryki ( Dia de la Hispanidad). Nasza młodzież wyjeżdża do Pamplony zobaczyć świętowanie po Hiszpańsku.

 

(..) Ty, coś prawdą jest i szczęściem,

Daj nam wiarę i nadzieję,

Byśmy mogli kochać Ciebie

I posłusznie iść za Tobą. (...)

( Hymn, poniedz.I tyg. )

 

13 października ( środa)

 

Dziś wędrujemy przez Arre, Villava, Burlada, Pamplonę do Cizur Menor – około 23km.

Znajdujemy się wciąż w kraju Basków, w prowincji Navarra, której stolicą jest Pamplona – Iruna. W latach 906 - 1512 była stolicą Królestwa Navarry. Położona w zakolu rzeki Argi, na której znajduje się antyczny most św. Magdaleny – puente de La Magdalena. Miasto to rozrastało się w średniowieczu, dzięki licznie przybywającym z za Pirenejów osadnikom francuskim.

Najważniejszym zabytkiem miasta jest gotycka katedra - z XV wieku. W bocznej kaplicy uczestniczymy we mszę świętą a następnie biegiem zwiedzamy katedrę (zwiedzanie katedry jest płatne) bo zbliża się sjesta a to rzecz święta i wszystko no prawie wszystko zamykają.

Odpoczywamy w środku miasta, a nasza młodzież zwiedza inne zabytki. Kościół z XIII wieku Iglesia fortaleza de san Cermin, kościół świętego Mikołaja- Iglesia de San Nicolas, kościół św. Dominika, - Iglesia de San Domingo, kościół świętego Wawrzyńca – Iglesia de Sant, Lorenzo. Na muzea, brak czasu.

Wychodząc z miasta mijamy fragmenty murów z XIII wieku ( obronnych czy cytadeli?) Na których robimy zdjęcia!

Na skraju miasta – w dzielnicy campusów uniwersyteckich na pięknym trawnik odpoczywamy przed kolejnym już krótkim etapem drogi do miejsca noclegu tj Cizur Menor. Są tu dwa schroniska; miejskie, przy kościele parafialnym św. Mikołaja - Iglesia parroquial de San Miguel (romański), i albergue – prywatnym – w którym się zatrzymaliśmy z dużym ogrodem z dojrzewającymi figami.

Dziś pogoda nam dopisała. W sam raz dla pielgrzyma. Jesteśmy dość wcześnie w schronisku, jest czas na pranie i moczenie nóg. Spotykamy znajomych z drogi Włocha i Brazylijczyka, który załapuje się na nasz obiad. Idziemy wcześniej spać.

(...) Gdy patrzę na Twe niebo,
dzieło palców Twoich,
na księżyc i gwiazdy, któreś Ty utwierdził:
Czym jest człowiek, że o nim pamiętasz,
czym syn człowieczy, że troszczysz się o niego? (,,,) ( Ps. 8 )

 

14 października ( czwartek)

Dziś wstajemy dość wcześnie, śniadanie w kuchni albergue, robią to najczęściej Gosia, Beatka i Mikołaj.? (,,,) ( Ruszamy jeszcze o zmroku. Idziemy w górę, różnica poziomów 446-683-345 mnpm., W dali bielą się liczne wiatraki – dość często spotykane w krajobrazie Hiszpanii.

Za Zariguiegui wchodzimy w przełęcz Przebaczenia – Sierra del Perdon. W średniowieczu była tu bazylika i hospicjum dla pielgrzymów. Dziś miejsce to upamiętnia obelisk i blaszane postacie pielgrzymów.

Odpoczywamy przy figurze Matki Boskiej ( nie ma jak u Mamy!) Zjadamy drugie śniadanie. Dwóch wędrujących Hiszpanów prosi nas o wsparcie ( podobno ich okradli), lub o coś do zjedzenia. Dzielimy się kanapkami.

Tadeuszowi pękł przyjaciel kij. Zrobił z niego krzyż i złożył pod figurą Matki Bożej.

W Obanos rozdzielamy się. Tadeusz, Małgosia i Kasia idą do Eunate ( 2 km w bok trasy) My kierujemy się do Puente la Reine, gdzie mamy spotkać się z Mikołajem i zdecydować o noclegu. W Obanos mijamy kościół św. Jana Babtysty – Iglesia de San Juan Bautista z XIV wieku. Przy wejściu do Puente la Reina wita nas pomnik pielgrzyma. Przechodząc przez urokliwe miasto zwiedzamy kościół Świętego Krzyża – Iglesia del Crucyfijo, wzniesiony przez Templariuszy w XII wieku. Jest tu krzyż albigensów o charakterystycznym ułożeniu ramion w kształcie litery V.

Odwiedzamy informację turystyczną gdzie stemplują nam paszporty ( Credenciale) i na moście oczekujemy na resztę grupy

(W Puenta la Reina spotykają się wszystkie szlaki francuskie z Puy, Arles, Camino de Piamonte i Camino Aragones. Nazwa miasta pochodzi od sześcioprzęsłowego mostu na rzece Arga ( Puente romanico), wybudowanego dla pątników w XI wieku staraniem królowej Muni ( Reina Munia), żony króla Navarry Sancho III. Zachowały się również mury miejskie z XIII wieku i kościoły św. Jakuba – Iglesia de Santiago i św. Piotra – Iglesia de San Pedro.)

Spotykanie na moście zbiegło się w czasie z Koronką do Miłosierdzia Bożego. Idziemy czy zostajemy? To pytanie które często się pojawia?

Tym razem zostajemy - nocleg w albergue przy C/Crucifijo przytulne z kuchnią, jadalnią, prysznicami z ciepłą wodą, fajnym ogrodem i miejscem do suszenia ciuszków.

Na mszę św. jedziemy do kościoła Templariuszy w Santa Maria de Eunate. Dziś imieniny Gosi. Składamy życzenia po mszy św. ofiarowanej w Jej intencji. Ks. Marek częstuje nas nieco zmaltretowaną czekoladą ( cały dzień w plecaku, a może nawet dłużej?) Na brewiarz idziemy do kościoła świętego Piotra - odmawiamy go pod czujnym okiem św. Jakuba ( figura) przy ręcznych latarkach. Bocianom też ten kościół przypadł do gustu, bo na jego dzwonnicy uwiły sobie gniazdo. Po powrocie - zupą chińską – bardzo pikantną, pali niemiłosiernie! Na szczęście Gosia stawia wino. Przyłączają się do nas Fausto i Klawerson. Śpiewy międzynarodowe kończą posiłek.

Dla smakoszy słodyczy chałwą na deser i usypiam.

 

(...) „ Daj ciałom zdrowie i wytrwałość

pokojem obdarz nasze serca”(...)

( Hymn I tydz. Psałterza.)

 

15 października ( piątek)

Pogodny poranek zapowiada ładny dzień. Idziemy przez Ciraugui mijając kościół świętego Romana – iglesia de San Roman. Po przekroczeniu rzeki Salado w Lorca (Puente Medieval) szlak przechodzi obok kościoła Zbawiciela – Iglesia del Salvadpr ( romański).

Następnie idziemy przez Villatuerta. Przed zamkniętym kościołem – Iglesia de la Asuncion stoi pomnik patrona Camino w Navarra świętego Veremunda. Polecając się Jego opiece, udajemy się w dalszą drogę w kierunku Estelli.

Estella położona u stóp gór Kantabryjskich ze względu na zabytki zwana Toledem północy. Rozbudowana w 1090 roku przez króla Ramireza I. Po królach Navarry pozostał w Estelli 83-345 45 wspaniały romański plac, są też trzy kościoły i klasztor Santo Domingo z XIII wieku z wirydarzem.

Zatrzymujemy się chwilę przed albergue. Odwiedzamy Wuja Cześka (W.C.) I stemplujemy paszporty. Jest 15,oo,przycupnięci na ławce na wprost schroniska modlimy się koronką. Odwiedzamy jeszcze informację turystyczną upewniając się czy schronisko w Villa Mayor jest czynne. Ruszamy w kierunku Ayegui- obok Monasterio de Irache. Znajduje się tu Fuente del Vino- źródło wina przygotowanego przez winnice Irache. Dwa krany w ścianie – jeden z winem, drugi z wodą. Mimo naszych próśb, kran z winem uronił dwie kropelki i na więcej nie dał się namówić. Natomiast automat ustawiony obok był hojniejszy i za 1 euro wypluł buteleczkę wina o pojemności ok. 200 ml. Za Ayegui droga pnie się w górę przez las, w którym ostro listne dęby. Mijamy Azgueta, jak się później okazało Villa Mayor też.

Upragnionego noclegu nie widać. Nogi odmawiają posłuszeństwa, Zaczyna zmierzchać gdy spotykamy słupek informujący – Los Arcos 5 km. To gdzie my jesteśmy??? Przed siebie pada komenda. Dzwonimy do Mikołaja – który czeka na nas w Villa Mayor de Mponjardin – przyjedź po nas do Los Arcos. Jest już ciemna noc gdy dotarliśmy opustoszałą o tej porze ulicą San Anton – /to fragmentem El Camino/, do centrum Los Arcos. Tu czeka na nas Mikołaj. Wracamy samochodem na nocleg do Villa Mayor de Mponjardin. Cisza. Bezpieczniej jest milczeć!! Albergue zimne jak nieszczęście kasza jęczmienna z sosem pieczarkowym trochę nas rozgrzewa. Ciepła woda w prysznicach, tabletki scorbolamidu rozdane przez Tadeusza i głęboki sen rekordzistów – zrobiliśmy wg moich danych 44,8 km.

Oj był to prawdziwie pokutny piątek!!

 

(...) „ W ucisku wzywałem Pana

Pan mnie wysłuchał i na wolność wyprowadził.

Niczego się nie boję, bo Pan jest ze mną” (,..) ( Ps. 118 )

 

16 października ( sobota)

Budzi nas zapach jajecznicy z cebulką. Dobre śniadanie poprawia humory. Pijemy kawę z expresu zaparzoną przez wolontariusza opiekującego się schroniskiem. Uczy mnie prawidłowo wymawiać „buen Camino”- co po Polsku znaczy „dobrej drogi” Jest to pozdrowienie pielgrzymów na drodze do Compostelli.

Wracamy na szlak do Los Arcos na miejsce, w którym wczoraj zakończyliśmy pielgrzymowanie. Mikołaj odmierzył, co do metra i wysypał nas z busika życząc-, Buen Camino!

Dziś idziemy przez Sansol, Torres de Rio z romańskim kościołem Świętego Grobu- Iglesia de San Sepulcro, Vianę z mnóstwem starych zabytkowych domów oraz z gotyckim kościołem Najświętszej Maryi Panny- Iglesia de Santa Maria.

Za Vianą wchodzimy w region La Rioja ( czyt. Lariocha) ze stolicą w Logrono. Zaczyna padać!

Logrono jest położone nad rzeką Ebro ( most Puente de Piedra). Miasto powstało w czasach rzymskich. Znajduje się w nim katedra miejska – La Iglesia Catedral de Santa Maria de la Redonda – gotycka budowla z barokowymi wieżami i rokokowym portalem ( XV – XVIII wiek), kościół – Iglesia parraquial de Santiago el Real i Iglesia de Santa Maria de Palacio ( XI i XII wiek).

Do schroniska wchodzimy przemoknięci i zmęczeni. Przeszliśmy ok. 27,7 km. Sypialnia na II piętrze, łazienka na I. Przy schodach na parterze fajna rzeźba siedzącego pątnika. Rozwieszamy – na specjalnych stojakach,  mokre ciuchy.

„Przenośny kościół” rozkładamy na parterze, między rowerami i dziękujemy Bogu za dzień, za dach nad głową, za życzliwych ludzi spotykanych po drodze. Prosimy także za tymi, którzy pozostali w naszych domach, w parafii.

 (...) „Szczęśliwy ten, kogo wspiera Bóg Jakuba,

kto pokłada nadzieję w Panu Bogu.” (...)                             ( Ps. 146)

 

do tego miejsca ingerowałem w tekst wieczorem popatrzę dalej i prześlę resztę

17 października ( niedziela)

Dzisiej trasa prowadzi przez Navarette do Najera. /Między Logrono a Burgos szlak biegnie jałowymi wzgórzami Sierra de la Demonda ( ok. 115 km). / Logrono żegna nas deszczem. Rozmięknięta droga, prowadzi nas do Navarette. Obchodzimy jezioro w parku miejskim. Za miastem zaczynają się winnice, które opuszczamy przeprawiając się przez zawalony mostek. Mijamy tłocznię soku i kisnących odpadów winogronowych. W butach oklejonych rozmazującą się gliną wchodzimy do Najera. Albergue – znajduje się obok kościoła i klasztoru – Iglesia y Monasterio Santa Maria la Real. Zbudował go w 1052r. Król Navarry Garcia I dla Benedyktynów, a Alfons VI przekazał mnichom z Cluny.

Schronisko przytulne i dość ciepłe. Buty zostawiamy w pralni ( jest pralka) i zajmujemy łóżka w wielkiej sali ( trzy rzędy piętrowych łóżek). Mikołaj przygotowuje świąteczny obiad. Puree ziemniaczane, kotlety sojowe i czerwony barszczyk. Na ten widok ks. Marek oświadcza „ no to się najadłem”. Dla nas obiad był wspaniały, był także deser; budyń lub kisiel, do wyboru i piwo.

Mszę świętą mamy na zewnątrz budynku. Na tle ściany z namalowanym średniowiecznym pielgrzymem. Zimno, ale nie pada.

 

(...) „Głośno wołam do Pana,

a On mi odpowiada ze świętej swej góry.

Kładę się, zasypiam i znowu się budzę,

ponieważ Pan mnie wspomaga.” (...)

 ( Ps. 3 )

 

18 października ( poniedziałek)

Mimo tego, że sala duża i bardzo wielu pielgrzymów – jest cicho. Budzę się i też cicho wychodzę do łazienki. Trzeba jeszcze wysmarować i zabandażować kostki ( bez tego nie mogę iść), zjeść śniadanie, oddać bagaż do busika i ruszamy. Przed nami ok. 30 km, ale o tym mamy zdecydować po przejściu 24 km.

Pierwsza mijana wioska Azofra jest przykładem wioski - ulicy ( pueblo – calle ) powstałej przy szlaku. Następna miejscowość to Ciruena – kończą się winnice i moje rozterki też!

Kasia czyta nam ciekawą informację o następnej miejscowości Santo Domingo de la Calzada. Nazwa pochodzi od mnicha Dominika ( 1019 – 1109), który całkowicie poświęcił się służbie pielgrzymom. Przyczynił się do budowy drogi dla pątników między Najerą a Redicillą, oraz mostu na rzece Oja. ( Calzada – znaczy droga, szlak.)

Nad tą rzeką wzniósł również kościół i hospicjum. Po Jego śmierci, ( który już za życia uchodził za świętego), wybudowano w 1158r. Romański kościół pod Jego wezwaniem – Catedral de Santo Domingo de la Calzada. Ciekawostką jest to, że przy mauzoleum św. Dominika są ustawione w klatce żywa kura i kogut, na pamiątkę cudu, jakiego dokonał święty. Co do cudu nie ma jednomyślności: jedne źródła podają, że upieczonej kurze przywrócił życie, inne, że życie przywrócił niesłusznie skazanemu pielgrzymowi.

Jest tu bardzo ładne schronisko. Postanawiamy jednak iść dalej, zatrzymując się tu tylko na odpoczynek w kuchnio-jadalni.

Zjadamy swoje kanapki popijając gorącym kubkiem. Kto może, chwilę drzemie.

i ruszamy dalej do Granon.

Ostatnie kilometry skracamy idąc na ukos przez ścierniska po zżętym zbożu. Schronisko w Granon połączone jest z kościołem ( wspólna budowla) Z naszej sali noclegowej jest wejście na chór kościelny, z którego schody prowadzą do wnętrza kościoła. Jest również wejście z zewnątrz budynku dla wiernych tej miejscowości.

Śpimy na materacach a pranie wieszamy w dzwonnicy przy otwartym oknie. Kto nie przypiął spinaczem to nazajutrz zbierał bieliznę po całym strychu a spodnie Kasi wylądowały na zewnątrz przy fontannie.

Wieczorem przyszedł do nas ks. Proboszcz tej parafii i w koncelebrze z naszym odprawili mszę świętą, na której oprócz pielgrzymów byli miejscowi parafianie ( głównie kobiety) Zaśpiewaliśmy też po Polsku „ Niech będzie chwała... „ co było nawet mile przyjęte. Po mszy świętej, międzynarodowa kolacja przygotowywana przez przedstawicieli pielgrzymów, pod okiem opiekunów albergue – wolontariuszy angielskich. Wspólny posiłek – na gorąco coś w rodzaju fasolki po bretońsku ( w niej nasza krakowska sucha) oraz makaron z sosem.

Były też sery, dżem, smalec, ciasteczka i wino. Było bardzo rodzinnie i ciepło. Po kolacji zebraliśmy się na chórze kościelnym na komplete prowadzoną przez miejscowego proboszcza. Rozdzielił role i teksty. Hymn – po hiszpańsku, psalmy po angielsku, kantyk po francusku a responsorium po niemiecku. Polskiego tekstu nie miał, więc zlecił nam śpiew na rozpoczęcie i zakończenie modlitwy. Wcześniej wpisał w księgę pamiątkową nasze imiona i cel pielgrzymki (Leon, Santiago, Finisterrę)

Przed rozpoczęciem modlitwy odczytał imiona pielgrzymów z poprzedniego dnia polecając ich Bożej opiece.

Istna Wieża Babel – a jednak modlitwa i miła atmosfera schroniska udowadnia, że możliwa jest jedność, że wspólny „Boży cel” łączy ludzi. Pełni wrażeń – usypiamy. Na naszej sali śpią jeszcze Australijczycy i Hiszpan, pozostali są na sali przy dzwonnicy. Schronisko jest pod wezwaniem św. Jana Baptysty – Hospital de Peregrinos San Juan Bautista.

Kościół skonstruowany w XIV wieku i przebudowany w latach 1545 i 1546 przez Natuera Borgonon i Bernal Forment.

W bocznej kaplicy figura Matki Bożej Bolesnej. Prawie w każdym z mijanych kościołów, do których dało się zajrzeć ( bardzo wiele jest zamkniętych), są figury Matki Bożej Bolesnej ubranej w suknię i płaszcz - najczęściej w kolorze fioletu. Jest tu Ona szczególnie czczona w znaku Bolesnej ( Współodkupicielki ) Hiszpanie kochają swoją „Siniorę, Virgen, Madonnę.

 

(...) „ Otwórz moje oczy, abym podziwiał Twoje Prawo.

         Jestem tylko gościem na ziemi „ (...)                             ( Ps. 119 )

 

19 października ( wtorek)

Było tu bardzo miło. Z przyjemnością zostałoby się jeszcze. Regułą schronisk jest jednak obowiązek opuszczania ich rano do godz. 8,oo. Śniadanie przy wspólnym stole, ale już prawie na własną rękę ( jest jednak sporo produktów „schroniskowych”).

Ruszamy, przed nami Redicilla, Belorado, – w którym jest schronisko przy kościele Matki Bożej i św. Piotra – Iglesia de Santa Maria y San Pedro z przełomu XVI i XVII wieku Od Tosantos przez Villambista i Espinoza do Villafranca de Montes de Oca przyjechałam z Mikołajem. ( ok. 10 km.) Niestety nogi odmówiły posłuszeństwa. Na pocieszenie przypominam sobie, co mówił kiedyś Jenaro – „ nie tylko nogami chwalimy Pana!”

Dzisiejszy etap wynosił około 25 km.

Schronisko w zaadoptowanej na ten cel szkole ( opłata 6 euro). Jest maleńka kuchenka wewnątrz, nawet z mikrofalówką i duża kuchnia na zewnątrz od strony boiska. Jest zadaszenie z rozciągniętymi sznurkami do suszenia bielizny. Wieczorem zaczyna mżyć. Nasz przenośny ołtarz rozkładamy pod tym zadaszeniem, ściśle go otaczając, bo zrywający się wiatr gasi świece.

 (...) „ Pan moją mocą i pieśnią.

On stał się moim Zbawcą (...)

Nie umrę, ale żyć będę

i głosić dzieła Pana.

Ciężko mnie Pan ukarał

ale na śmierć nie wydał (...)

Jesteś moim Bogiem,

podziękować chcę Tobie,

Boże mój, wielbić pragnę Ciebie.(...)

( Ps. 118)

Po mszy wracamy na salę. Tadeusz dyskutuje z kimś po angielsku, inni też się włączają. Dobrze jest znać inne języki!

I usypiam.

 

20 października ( środa)

Za nami Villafranca, a przed nami podejście na 1150 mnpm, Lapedraja i..Zejście do Burgos. Kasia pociesza, że to płaskie podejście. Od tej pory przyjęło się mówić o „plaskatych” podejściach. Zbliżamy się do San Juan de Ortega. Nazwa miejscowości podobnie jak San Domingo de Calzada, wzięło nazwę od imienia świętego Jana ( Juan), który budował drogi i mosty, aby ułatwić podróż pątnikom. Znajduje tu się romański kościół – Iglesia de San Juan de Ortega, w którym znajduje się grobowiec świętego, ufundowany przez królową Izabelę I Katolicką. W bocznym ołtarzu święty Mikołaj – San Nicolas. Szef nadzoruje naszego Mikołaja!

Dochodzimy do Atapuerca – miejsca gdzie znaleziono szczątki Homo Ateccessor, w tym dużej liczącej 33 osoby grupy (hordy) naszych praprzodków. Archeolodzy odkryli także kości nosorożców oraz jeleni olbrzymich. Podobizna przprzodka z domalowanymi okularami wita nas kilometr przed miejscowością, w której mamy zamiar złożyć swoje bolące kości, ( ale nie dla archeologów!). Albergue, też zabytkowe. Kamienne posadzki, gliniane ściany wzmacniane belkami – ma to nawet swój urok. Łazienka współczesna i nawet z ciepłą wodą. Rejestrujemy się, rozkładamy bagaże i idziemy dalej, do skraju miasta Burgos. Podjeżdża Mikołaj, by nas zabrać do schroniska a jutro przywiezie nas na to miejsce, byśmy mogli kontynuować wędrowanie. Mamy, więc „zarobione” na jutro około 6 km.

Dziś Mszę św. w kuchni. Nikt nam nie przeszkadza, bo pozostali pielgrzymi poszli do baru na kolację. Najczęściej pielgrzymi ( poza Polakami) nie przygotowują sobie posiłków, lecz żywią się w barach. Bary mają przygotowane na tą okoliczność specjalne zestawy potraw zwane tu „Menu del Peregrino” w cenach od 4,5 do 9 euro.

W nocy, wcześniej już spotkany Hiszpan Pedro ( nazwałam Go „wesoły Hiszpan”) krążył .. ,5 .)jak w amoku po sali przyświecając latarką, po czym wyszedł z bagażami – chyba na trasę? Wstałam ugryziona „przez coś” w ucho. Ania miała też pogryzione uszy, a Małgosia udo. Myślę, że to były pluskwy i to całkiem współczesne. Takie zagrożenie to nic w porównaniu z tym, na co byli narażeni średniowieczni pielgrzymi. Podobno nawet wilki na nich napadały!

 

(...) „Do nieba sięga, Panie, Twoja łaska

a Twoja wierność aż po  same chmury”

(Ps. 36 )

 

20 października (środa)

Burgos jest stolicą prowincji. Dziś droga prowadzi przez przedmieście Burgos. Żółte strzałki i bardziej cywilizowane tablice informacyjne doprowadzają nas do łuku NMP ( arco de Santa Maria) z 1536 r ufundowanego na cześć króla Karola V i kastylijskiego rycerza Cyda.

Cyd – Rodriga Diaz de Vivar żył w latach 1026- 1098 zwany również El Cacupe ador (waleczny) lub El Cid, był sławnym rycerzem. Służył on królom Kastylii; Ferdynandowi I, Sanchowi II i Alfonsowi VI. Jest On pochowany w katedrze w Burgos, a tam gdzie stał Jego dom, wzniesiono pomnik (Solar del Cid).

Katedra w Burgos to jedna z najstarszych świątyń Hiszpanii. W 1221r król Ferdynand III Święty i biskup Mauricio położyli kamień węgielny pod budowę świątyni. Budowa trwała trzy stulecia. Przy jej wznoszeniu pracowali także pątnicy zmierzający do Compostelli. Niektóre pomieszczenia katedry są ogólnodostępne. Pozostałe, w których zgromadzono dzieła sztuki można zwiedzać 1098 po wykupieniu biletu. Dla pielgrzymów ( z credencialem) opłata ulgowa i wynosi 1 euro.

Po zwiedzeniu Katedry ( w międzyczasie zaczyna padać) przez most na rzece Arlanzon, dochodzimy do hospicjum króla ( Hospital del Rei), wybudowanego dla pielgrzymów w XII wieku przez Alfonsa VIII i powiększonego przez Karola V w XVI wieku. W parku zatrzymujemy się chwilę oczekując na scalenie grupy. W strugach deszczu, przemoczeni, docieramy do Tardajos. Tu jednak okazuje się, że nie chcą nas przyjąć w schronisku. Możliwe tylko z wyżywieniem za 12 euro. Udajemy się, więc do Rabe de Las Calzades ( 1,5 km dalej). Ja jednak wsiadam do auta – przemokłam zupełnie. (Trasa liczyła ok. 25 km)

W schronisku wita nas uśmiechnięty Francesco. Pytamy czy jest Hiszpanem- odpowiada, nie, Katalończykiem.

Wieszamy mokre ciuchy na podwórku ( i tak nie wyschły) buty napychamy gazetami i idziemy do kuchni, gdzie Mikołaj przygotował kaszę gryczaną z resztką smalcu.

W międzyczasie przyszła gospodyni i za jej zgodą, w pomieszczeniu z kominkiem, ks. Marek odprawił mszę świętą, w której uczestniczyli gospodarze. Pani domu ze wzruszeniem wyznała, że jest to druga msza w jej domu. Miły nastrój stwarzała muzyka „kanony z Teze” włączone przez Francesca oraz zapalone kadzidełka, które Gosia szybko lokalizowała i agasiła.

Do kolacji wypiliśmy „ dla zdrowotności” dwie butelki czerwonego wina, zakupione u gospodarza. Ks. Marek jeszcze sobie pożartował z „ moich chórów anielskich” i udaliśmy się na spoczynek.

Pracowicie nacieramy nogi. Moje są kiepskie, zwłaszcza lewa stopa, która będzie mi dokuczała do końca pielgrzymki. Ani „sypią” się ścięgna, Małgosia też narzeka. Ból staje się udziałem wszystkich. Ktoś napisał, że Camino boli i miał rację.

 (...) „Pragnę Twej pomocy, Panie,
a Prawo Twoje jest moją rozkoszą.
Niech żyje moja dusza i niech Ciebie chwali,

niech mnie wspierają Twoje wyroki” (...)

( Ps. 119)

 

Droga Świętego Jakuba

 

Droga Świętego Jakuba
 
Z Aleksandrą Trytko, zdobywcą "Compostelki", czyli certyfikatu przejścia Szlaku św. Jakuba, rozmawia Marek Białka
 
 - Co skłoniło Cię do wyruszenia na pielgrzymkę do Santiago de Compostela?
 
- Przede wszystkim fakt, iż podróże są obszarem moich wieloletnich zainteresowań. Obecnie studiuję między innymi iberystykę na Akademii Pedagogicznej w Krakowie. Grono moich znajomych wiele razy wspominało o takiej wyprawie.
 
- Co potrzeba, aby wybrać się do Compostelli?
 
- Przede wszystkim trzeba chcieć! Nie bez znaczenia są także środki finansowe, bo trzeba opłacić przejazd, nocleg, wyżywienie, itp. Trzeba również zabrać dobre buty trackingowe, wygodny plecak, śpiwór oraz rzeczy osobiste - najlepiej nie za dużo, aby nie przeciążać bagażu, który trzeba nieść przez całą drogę.
 
- Jaka kwota jest wystarczająca, aby móc zrealizować takie marzenie?
 
- Jest to kwota ok. dwóch tysięcy złotych. Przejazd autokarem z Polski do Burgos via Zurych kosztuje ok. 20 EURO. Nocleg w schronisku dla pielgrzymów kosztuje 3-5 EURO. Koszt dziennego wyżywienia wynosi ok. 10 EURO. Są także schroniska typu "donativo", czyli wolne datki. Najwięcej schronisk tego typu znajduje się na ostatnim etapie Camino, w Galisji.
 
- Jak zaczyna się taką wędrówkę?
 
- Właściwie każdy pielgrzym powinien rozpocząć swoją wędrówkę od progu własnego kościoła parafialnego lub własnego domu. W moim przypadku miało to wymiar symboliczny, ponieważ od urodzenia należałam do parafii pod wezwaniem św. Jakuba.
 
- Jak wygląda "oficjalne" rozpoczęcie wędrówki szlakiem św. Jakuba?
 
- Po przybyciu na miejsce - w moim przypadku było to miasto Burgos - należy znaleźć schronisko dla pielgrzymów, czyli tzw. Alberque de Peregrinos. Aby rozpocząć "oficjalne" pielgrzymowanie, należy wykupić "paszport pielgrzyma" - tzw. credencial (koszt ok. 1 EURO), w którym potwierdzana jest obecność w poszczególnych miejscowościach na wędrownym szlaku (np. pieczątka schroniska).
 
- Jak wygląda dzień pielgrzyma?
 
- Wstajemy o godzinie 6 rano. Następnie poranna toaleta, śniadanie. Około godziny 7.30 wyruszamy w drogę. Na pielgrzymim szlaku zatrzymujemy się - w zależności od potrzeb (toaleta, posiłek, itp.) - na krótki odpoczynek, bez zakwaterowania. Około godziny 13.00 docieramy do kolejnego miasteczka, znajdującego się na trasie do sanktuarium św. Jakuba. Za kilka EURO można zjeść obiad w barze, a w schronisku dla pielgrzymów uzyskujemy także potwierdzenie pobytu, czyli pieczątkę do &bdquopaszportu pielgrzyma&rdquo. Po południu trzeba zrobić pranie. Ze względu na ograniczone możliwości bagażowe, nie zabiera się ze sobą dużej ilości ubrań. Wieczorem odbywa się zwiedzanie miasta. Jest to także najlepszy czas na rozmowy z innymi pielgrzymami i nawiązywanie nowych znajomości.
 
- Czy można zabłądzić na takim szlaku?
 
- Droga św. Jakuba jest oznakowana żółtymi strzałkami oraz tabliczkami "muszelką" - symbolem św. Jakuba. Mnie zdarzyło się raz zboczyć z trasy, dlatego polecam wcześniejszą dokładną "konsultację" trasy w internecie. Można również nabyć na miejscu mały przewodnik z oznakowanym szlakiem "Camino de Santiago". W niektórych schroniskach można go dostać za darmo.
 
- Jaki jest standard miejsc noclegowych?
 
- Można powiedzieć, że niski. Pokoje są kilku-, a czasami nawet kilkunastoosobowe - nie ma podziału na kobiety i mężczyzn. Zdarza się, że w pokojach znajdują się pluskwy, karaluchy i inne insekty. Wyprawa na Camino to nie są wygodne wczasy, tylko różnego rodzaju trudności oraz niedogodności, które wymagają poświęcenia i ofiary.
 
- Czy można odbyć taką pielgrzymkę w inny sposób, aniżeli pieszo?
 
- Można trasę przemierzyć także konno lub na rowerze.
 
- Jaki charakter ma taka wyprawa?
 
- Dla jednych może to być forma modlitewna pielgrzymki, czyli rekolekcji w drodze. Dla innych jest to możliwość dłuższego spaceru, wycieczki krajoznawczej, sposobu na relaks, stylu życia, itp. Jeszcze dla innych jest to okazja do zawierania nowych znajomości i szukania przygód, zaspokojenia ciekawości.
 
- A czym dla Ciebie była taka wyprawa?
 
- Dla mnie ta wyprawa, miała - w dużej mierze - charakter duchowy. Mimo fizycznego zmęczenia, prawie miesięczna wędrówka szlakiem św. Jakuba pozwoliła mi - paradoksalnie - na odpoczynek psychiczny. Mogłam się wyciszyć, zapomnieć na moment o wielu problemach i wątpliwościach, które mnie nurtowały od kilku miesięcy. Była to także okazja do poznania wielu wspaniałych ludzi - różnych narodowości, różnych kultur i różnych wyznań. Osoby, które przemierzyły "Drogę do Jakuba" wiedzą, że Camino jest niepowtarzalne i bezcenne, bo stamtąd wraca się lepszym. Po dojściu do Santiago de Compostela "umiera" stary człowiek i "rodzi się" nowy. Camino jest miejscem dla wszystkich ludzi - nie tylko dla katolików, ale również dla ludzi innych wyznań, dla osób poszukujących prawdy i wątpiących, a także dla osób niewierzących, których bardzo wielu przemierza szlak św. Jakuba. Ci ludzie także widzą własny sens poświęcenia oraz trudu pielgrzymowania. W schroniskach dla pielgrzymów, zwanych Alberques de Peregrinos z reguły pytają - wyłącznie dla celów statystycznych - o narodowość, czasem o wiek, nigdy natomiast nie pytają o wyznanie.
 
- Jaka jest długość całego szlaku św. Jakuba?
 
- Właściwie, początek szlaku św. Jakuba nie jest ściśle określony. Ci, którzy nie mogą rozpocząć wędrówki zgodnie ze średniowiecznym zwyczajem, spod progu własnych drzwi, na szlak wkraczają najczęściej w St. Jean Pied-de-Port (we francuskich Pirenejach) lub w Roncesvalles (w Hiszpanii). Do Santiago jest stamtąd ok. 765 km. Generalnie jest tak, że każdy indywidualnie ustala sobie trasę i długość szlaku pielgrzymkowego. Punkt docelowy jest jeden - sanktuarium Santiago de Compostella. Minimalna długość szlaku pielgrzymkowego - wymaganego do otrzymania tzw. "Compostelki" - wynosi 100 km. Można także zaliczyć pielgrzymkę "na raty". Dotyczy to osób, które z różnych względów - najczęściej zdrowotnych zmuszone są przerwać wędrówkę. Wówczas taka osoba ma możliwość w innym terminie kontynuować i dokończyć dalsze pielgrzymowanie.
 
- A jaką odległość Ty przemierzyłaś?
 
- Trasa z Burgos do Santiago de Compostella liczy niecałe 500 km. Tę odległość udało nam się pokonać - wspólnie z moją przyjaciółką Kingą Sozańską z Krakowa - w dwadzieścia pięć dni, czyli średnio 20 km dziennie.
 
- Jakie należy spełnić wymogi, aby u kresu swojej wędrówki otrzymać certyfikat?
 
- Każdego dnia trzeba zdobyć pieczątkę ze schroniska, w którym się nocuje. Nie można korzystać po drodze z żadnych środków lokomocji.
 
- Jak wygląda etap finalny pielgrzymowania Camino?
 
- Najlepiej tak sobie rozłożyć czas wędrówki, aby dotrzeć do Santiagio przed godziną 12.00 - bowiem o tej porze sprawowana jest Msza święta. Po skończonej Eucharystii, wszyscy pielgrzymi udają się do biura organizacyjnego, aby - po przedłożeniu paszportu pielgrzyma i udokumentowaniu pobytu w poszczególnych miejscowościach znajdujących się na trasie pielgrzymki - uzyskać certyfikat tzw. "Compostelkę", potwierdzający przejście Camino Santiago de Compostella, czyli szlaku św. Jakuba. Jest to imienny dokument wypisany w języku łacińskim, który daje również prawo pobytu w mieście św. Jakuba - "zasadach promocyjnych" maksymalnie do trzech dni, czyli możliwość korzystania z tanich noclegów w schroniskach dla pielgrzymów.
 
- Gdzie mogą znaleźć informację o wędrówce do grobu św. Jakuba te osoby, które zamierzają się tam wybrać?
 
- Jeśli chodzi o książki i przewodniki, to w języku polskim bardzo trudno jest cokolwiek znaleźć. Polecam literaturę w języku angielskim lub hiszpańskim. Bogatym źródłem wiedzy jest oczywiście internet. Od 2003 roku istnieje Polski Klub Camino de Santiago. Jest to grupa nieformalna. Można tam znaleźć cenne informacje, dotyczące trasy, noclegów, itp. Adres internetowy klubu www.santiago.defi.pl
 
- Dziękuję za rozmowę.
 

pielgrzymka

 

Zegar

pogoda


Dzisiaj jest

poniedziałek,
11 grudnia 2017

(345. dzień roku)

Święta

Polecamy strony

 

Wykorzystujemy pliki cookies - czytaj więcej